Turów Zgorzelec rozgromił na własnym parkiecie Kotwicę 94:70. To co działo się w drugiej połowie w szeregach gości w obronie mogło doprowadzić do głębokich stanów depresyjnych nawet najwierniejszych fanów "Czarodziejów z Wydm''Ale zacznijmy od początku.Pierwsze minuty meczu to całkowita dominacja na parkiecie Turowa, który w mgnieniu oka prowadził 9:0 po celnym rzucie za trzy Chylińskiego, punktach z pod kosza oraz z linni osobistych Wright'a. Kotwica wyglądała jak ciężko znokautowany , zamroczony bokser, którego sekundant poddał właśnie i zakazał powrotu na ring.Widząc nieudolność w grze Kotwicy gospodarze skrzętnie to wykorzystali i dołożyli kolejną trójkę- tym razem autorstwa Justina Gray'a,a nad kołobrzeskim koszem bezkarnie fruwał Brandon Wallace wykonując efektowny wsad.Efekt- Kotwica przegrywa 7:20 i zanosi się w tym momencie na ''ciężki nokaut''. Coś jednak od tego momentu drgnęło w szeregach''Czaroidziejów z Wydm''..Trafiać zaczął Bartosz Diduszko( akcja 2+1 , celny rzut z końcową syreną akcji ''24'' sekundowej) trzymając Kotwicę w grze.Po 10 minutach więc 26:15 dla Turowa Zgorzelec.
Druga kwarta to zupełnie '' inna bajka'' w wykonaniu Kotwicy. Kołorzeżanie zaczęli trafiać z dystansu i dzięki rzutom Stelmacha, Bręka oraz zaciśnieniu szyków obronnych zniwelowali stratę do 8 punktów( 25:33).Potem jeszcze Brandon Brown zablokował w obronie efektownie Loyd'a pokazując, że kołobrzeżanie broni jeszcze w tym starciu nie złożyli.
Kotwica zmniejszyła swoją stratę do 4 punktów po celnej trójce Łukasza Wichniarza(40 :44).W tym momencie druga kwarta dla kołobrzeżan aż 25:18.Chwilę później Harris trafił na dodatek dwa osobiste i z nawet 16 punktowej przewagi Turowa zostały jedynie dwa oczka!W końcówce pierwszej połowy gospodarze jeszcze podreperowali swój dorobek i po celnej ''trójce'' Gray'a ekipa gospodarzy schodziła na długą przerwę prowadząc 49:42.
Druga odsłona meczu rozpoczęło się ponownie obiecująco dla Kotwicy. Po punktach Omniego Smith'a było nawet jedyne 52:54. Niestety od tej chwili Kotwica po prostu stanęła !Najpierw dwa szybkie faule odgwizdano Łukaszowi Wichniarzowi, a kontuzję w walce podkoszowej odniósł Adam Harington. Gra gości zupełnie się posypała,choć to jest nawet za mało powiedziane. Niestety w ataku nasze akcje od połowy 3 kwarty to było już tylko ''podwórkowe granie''i nie miało nic wspólnego z ekstraklasowym poziomem koszykówki.
Nie szukaliśmy w ataku swoich przewag, grając monotonnie dwie , trzy zagrywki co w dłuższej perspektywie nie mogło się powieść...A na pewno nie z tak doświadczonym szkoleniowcem jakim jest Andrej Urlep, który szybko połapał się w grze Kotwicy Kołobrzeg.Efekt wprost zadziwiający. Seria punktowa 13:0, która wybiła gościom koszykówkę z głowy.Trzecia odsłona zdecydowanie dla Turowa, więc po 30 minutach przewaga gospodarzy wzrosła do 14 punktów( 70:56)
Czwarta kwarta to ciąg dalszy egzekucji wykonanej na ''Czarodziejach z Wydm''. Wystarczy powiedzieć, że wsadami akcje kończyli: głęboki rezerwowy Turowa, mierzący 225 cm wzrostu Aleksander Rindin , młody Chris'' Lotnik '' Johnson, Konrad Wysocki czy weteran Adam Wójcik. Kotwica próbowała zmniejszyć stratę seryjnie oddawanymi rzutami za 3 z nieprzygotowanych pozycji- bezskutecznie.Szkoda tylko, że w ''walce o honor'' Kotwicy nie mógł pomóc kapitan Piotr Stelmach, który decyzją trenera Blechacza nie pojawił się w ogóle na parkiecie w 4 kwarcie, którą to z czterema faulami przesiedział w całości na ławce rezerwowych.Szkoda , bo w pierwszej połowie był to naprawdę jasny punkt gości( 14 zdobytych punktów).Dziwna to decyzja trenera . Tak samo jak dziwny przebieg miał sobotni mecz w Zgorzelcu. Niestety z happy end'em dla Turowa.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz